Dwa koła i do przodu!

– Oesssuuuu, mamooo! Daleko jeszcze? – wyjęczała Córka Starsza po przejechaniu ledwo kilometra. – Zmęczona już jestem. I słońce świeci. I czy możemy się zatrzymać i coś w końcu zjeść?!?
Marjanna, po raz milion-pięćset-siedemdziesiąty-trzeci od wyjazdu z domu, zaczęła się zastanawiać co ją do ciężkiej cholery podkusiło, żeby wsiąść z tym dzieckiem na rower.
Bo Córka Starsza, w teorii zapalona rowerzystka, zamienia się w jęczącego potwora za każdym razem, gdy matka postanowi jechać GDZIEŚ.
Nie ma znaczenia dokąd, ważne że wyjazd ma konkretny cel (a jeszcze gorzej, jak ma ograniczenia czasowe).

Ale, jak powszechnie wiadomo, Marjanna jest bardzo spokojną i cierpliwą kobietą.
Dlatego tylko westchnęła ciężko i odparła:
– Jeszcze trochę…
Na to CS zaczęła jeszcze więcej jęczeć.
– Kupię ci loda jak wrócimy! – wymruczała w odpowiedzi na jęki matka.
W Córkę nagle wstąpiły nowe siły i pojechała dalej… jakieś pięćset metrów, bo później znów się zmęczyła.
– Myślę, że byłoby łatwiej, jakbyś wrzuciła wyższy bieg. – zasugerowała uprzejmie Marjanna – Na jedynce to ty daleko nie zajedziesz.

Niemal godzinę później, po dojechaniu na miejsce, Marjanna miała już Córki serdecznie dosyć i zastanawiała się do którego drzewa ją przykuć.
Ponieważ, w połowie drogi CS uznała, że do domu na rowerze już wróci.
Na negocjacjach zeszło im kolejne pół godziny.
W tym czasie Córka Młodsza zdążyła się ostro wkurzyć i próbowała wysiąść ze swojego fotelika.
– Kupię ci dużego czekoladowego z loda. Z czekoladową polewą! Tylko wsiądź już na ten cholerny rower i jedźmy w końcu do domu – rzuciła zirytowana do granic możliwości Marjanna, przez zaciśnięte zęby.
– Ok – ucieszyła się Córka Starsza i raźno ruszyła przed siebie.
Córka Młodsza zaczęła wyć.

Tym sposobem trasę, która powinna zająć mniej niż godzinę, Marjanna z Córkami przejechała w czasie przekraczającym 2,5h.
Zdążyła zaplanować kilka sposobów na szybkie pozbycie się dzieci, jeszcze więcej sposobów na jeszcze szybsze skończenie ze sobą i straciła prawie 2 dychy na lody.
Jak jej następnym razem przyjdzie do głowy pojechać gdzieś z Córką Starszą na rowerze, to weźmie duże, ciężkie narzędzie i zdrowo przyłoży nim sobie w głowę.
Może jej się odechce takich durnych pomysłów ;)


7 myśli nt. „Dwa koła i do przodu!”

  1. Rower córki stoi za drzwiami w przedpokoju. Ma wdzystko- jest rozowy, ma koszyczek z ksiezniczkami, frendzlowe dyndajace cosie na kierownicy… ale jak ma na niego wsiąść to jest dramat. A jak już się zdarzy ze jednak wsiadzie to przejedzie całe – uwaga uwaga- 10 metrów a potem jest mega zmęczona. Nawet wokół cholernego bloku jej się nie chce! Kup rower mówili. ..

    1. A nie, to u nas jest zupełnie inaczej.
      Jak ona chce jechać, to kurwa dogonić małpy nie mogę (ona ma rower z przerzutkami, ja nie…). Ale niech tylko ja powiem, że mamy gdzieś jechać, to ją wszystko boli, słońce jest za jasne, ziemia za twarda, a powietrze zbyt przezroczyste… No nic tylko dobić, żeby się nie męczyło!

  2. ja mam super egzemplarz :D
    Moja jak wsiada to zleźć nie chce :P Pedałuje tak 2-3 h, pobiega pod fontanną, wraca do chaty pedałując, zalicza plac zabaw minimum na godzinkę. Po czym po wejściu do chatki wkurwia nadmiarem energii przez kolejne 4.. :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadomienia o nowych komentarzach: