Historia pewnej nitki…

Córka Młodsza, jak każdy, miewa czasem czkawki.
Marjanna pewnie też miewała jak miała te kilka tygodni, ale nie pamięta czy jej to przeszkadzało.
Choć podejrzewa, że miała na to wylane ;)
Córka też szczególnie się nie skarży, ale czkawka to jednak czkawka – coś z nią zrobić trzeba…

– Oj, trolu mały, coś ty robiła, że aż nitki jakieś masz we włosach – wymruczała Marjanna, wyjmując czkającą Córkę z koszyka – Nie kręć tak tą głową, to cię ogarnę…
– Nie ruszaj!!! – wykrzyknął na to Małżonek – To na czkawkę!
Marjanna spojrzała na Małżonka:
– Na czkawkę? I co to niby z tą czkawką robi? – zapytała zdziwiona
– Zostaw tę nitkę, to czkawka się skończy. – odparł Małżonek i zabrał Córkę

No rację miał, się skończyła.
Choć Marjanna podejrzewa, że bez nitki też by tak było.
Przecież Córka nie mogłaby tak czkać do końca życia ;)

Córka Starsza natomiast ma poważny problem z komarami.
Lubią ją skubane, lubią aż za bardzo.
Uczucie nie jest odwzajemnione.
Córka głośno protestuje i na swój los się żali:
– No ja nie rozumiem, ciągle do mnie lecą. Zjedzą mnie chyba całą! Przecież gryzą mnie więcej niż innych ludzi…
W końcu Syn nie wytrzymał:
– Taka jesteś słodka, że nie mogą się oprzeć!
Dżentelmen pełną gębą :)


12 myśli nt. „Historia pewnej nitki…”