Małe radości Syna

Natarczywy dźwięk alarmu w telefonie rozdarł ciszę poranka.
Po dwóch tygodniach wiosennych ferii Marjanna zerwała się z łózka pełna energii i… równie szybko wskoczyła z powrotem pod kołdrę.
– Oooo kurwa… – mruknęła do samej siebie dzwoniąc zębami z zimna – Przydałby się kożuch…
Próbując rozgrzać zziębnięte dłonie i stopy, rozważała jakim cudem ma zejść na dół i włączyć ogrzewanie nie zamarzając po drodze.
Oczami wyobraźni widziała już zaspane Potomstwo wypełzające ze swoich sypialni gdzieś koło południa i natykające się na pokryte lodem ciało matki leżące w połowie schodów… i radośnie wracające do pokoi by włączyć laptopy, bo w końcu nikt im nie będzie przeszkadzał w graniu.
– A niedoczekanie wasze! – rzuciła w myślach i sięgnęła po szlafrok.
I skarpety.
I naprawdę żałowała, że nie ma kożucha…

Pięć minut później, gdy w grzejnikach zaczęła już bulgotać ciepła woda, skierowała się do sypialni Syna:
– Ukochany mój syneczku! Pobudka! Pora wstawać! Właśnie się rozpoczął kolejny cudowny dzień…
W odpowiedzi Syn mruknął coś niezrozumiale, odwrócił się do matki plecami i… przytulił do kartonu z pieluchami.
– Ej, koleś, wstawaj! I weź mi powiedz dlaczego śpisz z kartonem w łóżku.
Pierworodny Marjanny wygramolił się spod kołdry, przetarł zaspane oczy i odparł:
– Bo sprawia mi radość.

To Marjanna już chyba nie chce wiedzieć…


16 myśli nt. „Małe radości Syna”