Opieka społeczna już puka do drzwi…

Ciepły piątkowy wieczór.
W powietrzu unosi się zapach świeżo skoszonej trawy, rozpałki do grilla i marynaty.
Małżonek ambitnie macza mięso w przyprawach, a starsze Córki stawiają babki w piaskownicy.
Marjanna, dokarmiając Czwórkę, krzyknęła:
– Syyyynu! Wciągaj buty, skoczysz mi do sklepu po coś do picia.
Syn, z właściwym sobie entuzjazmem i zapałem, odparł:
– O jeeeezzzzuuu…
Ale poszedł ;)

Ledwo 15 minut później wpadł do domu.
– Noooo, kupiłem. Ale nie na początku nie chcieli mi sprzedać! Pani chyba myślała, że to ma alkohol, tak te butelki oglądała. A na koniec spytała czy to dla mnie.
– No i? – zainteresowała się jego rodzicielka – Co jej powiedziałeś?
– Że skąd, że nie dla mnie. Że to dla mojej mamy. Bo ja takich rzeczy nie pijam…
– I dobrze – chciała zakończyć temat Marjanna, ale Syn najwyraźniej miał jeszcze coś do dodania
– … takich rzeczy nie pijam, bo na mnie w domu czeka whiskey. Jack Daniels z lodem i colą.

Gupek jeden ;)

A wczoraj był Syn u dentysty.
I próbował panią stomatolog przekonać, że ma 30 lat, tylko tak młodo wygląda, to taka choroba jest.
I jest studentem medycyny.
I dlatego, absolutnie koniecznie, potrzebuje dwie pary lateksowych rękawiczek.
I czy mógłby je dostać w prezencie…
Dentystka uznała, że to efekt gazu.
Marjanna, litościwie, nie wyprowadziła jej z błędu ;)


16 myśli nt. „Opieka społeczna już puka do drzwi…”

      1. Padłam. Ale rozumiem go. Ma 3 młodsze siostry – Ty mu zafundowałaś największą świadomość prokreacyjną ever. On wpadki nie zaliczy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadomienia o nowych komentarzach: