Prima aprilis

Córka Młodsza ma poczucie humoru.
Potrafi śmiać się w głos przez pół godziny, leżąc w swoim łóżeczku późnym wieczorem.
Uwielbia dawać bardzo mokre buziaki z zaskoczenia, obśliniając przy tym siebie, obcałowywanego i wszystko w okół, uważając że to przezabawne.
Potrafi też zafundować rodzicielce noc pełną wrażeń, z wizytą na SORze, szaleńczym nocnym rajdem po Warszawie i zdecydowanie za długą dobą spędzoną szpitalu.
Pierwszego kwietnia, ma się rozumieć ;)
I powie Wam Marjanna z ręką na sercu, że jak publikowała pierwszy post o wstępnym rozpoznaniu lekarzy, tuż przed północą, to mruknęła do siebie w myślach:
– No niezły żart, Córko…

Córka Młodsza pokasływała już od piątku.
Marjanna od początku czuła, że ten kaszel w porządku nie jest, więc od razu zaliczyła wizytę na pomocy doraźnej.
Pan Lekarz Córkę osłuchał, stwierdził że nic niepokojącego nie słychać i… zalecił wygrzać dziecko w łóżku przez weekend.
Marjanna w odpowiedzi odparła:
– Od razu widać, że nie jest pan pediatrą ;)
W poniedziałek Córkę obejrzała rodzinna pani doktor.
Diagnoza: infekcja dróg oddechowych.
Ale antybiotyk jeszcze konieczny nie był.
Z zaleceniem podawania wykrztuśnych kropli i kontroli za 2 dni, Marjanna z Córką Młodszą wróciły do domu.

I nadszedł wtorkowy wieczór, a Córka Młodsza wygladała… jakoś tak niewyraźnie.
No prawie jak w reklamie ;)
Marjanna uważnie obserwowała najmłodszą z Potomstwa, mierzyła temperaturę średnio co pół godziny i zaniepokojona zadzwoniła do Małżonka.
Zadzwoniła też do rejestracji Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, zapytać czy 10-miesięczne niemowlę ze stanem podgorączkowym i niepokojącym kaszlem kwalifikuje się do obejrzenia przez tamtejszych lekarzy.
I tak się biła z myślami aż do 23, gdy temperatura przekroczyła magiczną granicę 38 stopni.
Zapakowała więc całą trójkę do auta, poleciła Potomstwu Starszemu zabrać sobie po książce, Córce Młodszej przygotowała kubek z ciepłą herbatą i… zaczęła najbardziej szaloną noc swojego życia.
A nie, wróć… najbardziej szalona noc skończyła się pamiątką w postaci Córki Młodszej ;)

Na izbie przyjęć, po wstępnym wywiadzie, zmierzeniu temperatury i podłączeniu do jakiejś magicznej maszyny, która – jak Marjanna później wywnioskowała, bo oczywiście nikt niczego sam nie wyjaśnił – zbadała saturację, pani rejestratorka sięgnęła po zielony pisak.
Po krótkim namyśle zmieniła jednak zdanie i na karcie Córki Młodszej postawiła żółty znaczek, oznaczający czas oczekiwania od 10 do 60 minut.
Faktycznie, długo nie trzeba było czekać i już kilka minut po północy, po wykonaniu błyskawicznego RTG klatki piersiowej, wiadome było że Córka Młodsza ma prawostronne zapalenie płuc i obturacyjne zapalenie oskrzeli – które powodowało duszności.
Konieczna hospitalizacja.
I teraz wyobraźcie sobie co poczuła Marjanna, matka trójki dzieci, sama, w środku nocy…
Dylemat z puli tych najgorszych.
Kolejne pół godziny rozmyślała co zrobić, żeby to jakoś ogarnąć.
Ostatecznie podjęła decyzję, że Córka zostaje na oddziale – bo o ile zapalenie płuc jeszcze można leczyć w domu, tak te duszności Marjannę bardzo martwiły.
Po kolejnej godzinie, wypełnieniu miliona papierków i podpisaniu kolejnych zgód, pielęgniarka oddaliła się z Córką Młodszą w ramionach, a Marjanna szybko wróciła z Potomstwem Starszym do auta, żeby pojechać do domu, spakować najpotrzebniejsze rzeczy i odwieźć ich do Dziadków.
Kierowanie autem w nerwach to nigdy nie jest dobry pomysł, tym bardziej ciemną nocą, kiedy na ulicach niemal pusto.
Nie trzeba było więc długo czekać, by Marjannę zatrzymała policyjna kontrola.
Fakt, jechała prawie 85km/h tam gdzie ograniczenie do 60.
Policjant, na szczęście, wykazał się zrozumieniem, sprawdził tylko dokumenty i puścił Marjannę wolno.
Na koniec tylko ostrzegł:
– Tylko ostrożnie, bo jest ślisko.
Do tego padał deszcz i była wichura.
Wymarzone warunki na rodzinną wycieczkę pod Warszawę. ;)
W środku nocy.
Na autostradzie musiała Marjanna zwolnić do 100, bo się bała, że jej auto odleci…
A Syn, optymista jak zawsze, tylko mruczał:
– Tylko nas nie rozbij na jakimś drzewie.
Pfff, też coś! Widział ktoś jakieś drzewa na A2? ;)

Z powrotem w szpitalu Marjanna była po niemal 3 godzinach od zostawienia tam Córki Młodszej, około 4:30.
Córka, po pierwszym wlewie z antybiotyku, podaniu nawadniającej kroplówki i inhalacji, spała spokojnie w szpitalnym łóżeczku.
A Marjanna, z butelką wody mineralnej, jedną suchą bułką i kartonem mleka dla Córki, zabrała się dmuchanie materaca…
Tak zaczęła się najdłuższa doba w dotychczasowym Córki życiu.

Na koniec, Marjanna ma komunikat:
Pamiętajcie! Zapalenie dróg oddechowych u takiego malucha rozwija się błyskawicznie.
Jak sami widzicie, Marjanna na Córkę Młodszą chuchała i dmuchała, odkąd ta zaczęła kaszleć.
Kontrolowała, biegała do lekarza i obserwowała bardzo pilnie.
A Córka i tak wylądowała w szpitalu z ostrym zapaleniem płuc i dusznością.
Tu nie ma co się zastanawiać – lepiej sprawdzić coś o trzy razy za dużo, niż raz za mało!
No i intuicja rodzica jest jednak nie do przecenienia.

I jeszcze ogromne podziękowania dla wszystkich osób, które tak bardzo przejęły się Marjanny i Córki losem.
Dzięki za wszystkie słowa wsparcia – bo to też bardzo ważne, szczególnie jak się samemu siedzi w zamkniętym pokoju 2 na 2 i nie ma do kogo ust otworzyć.
Dzięki za życzenia zdrowia dla Córki i ciepłe myśli.
Ogromne podziękowania dla wszystkich tych, którzy zaangażowali się szczególnie, poświęcając swój czas na pomoc.
Szczególne podziękowania dla Magdy :) kanapki były bossskie.

P.S. Marjanna serdecznie pozdrawia czytelniczkę, której koleżanka wprowadziła się do marjankowej sali ubiegłej nocy ;)


23 myśli nt. „Prima aprilis”

    1. A pozniej z antybiotykiem jak? Do zylnie czy do ustnie? Co robic jak sie wypisze dziecko na zadanie? Chcialabym wiedziec bo juz 2 razy lezalam na pediatri i chcialabym wiedziec co zrobic zeby nastepnym razem uciec ;)

    2. Antybiotyk kontynuujemy doustnie. Kupiłam inhalator i będę ją inhalować w domu. Jutro zgłoszę się do naszego pediatry, żeby ją osłuchał, wiedział jaki jest jest stan i dalej poprowadził leczenie.

    3. Tak, inhalator – tyle kiedys gadali w szkole rodzenia o dzieciach, sprzęcie super nowoczesnym a o tym, ze każda matka powinna mieć inhalator w domu, to nic nie mówili, a powinni ;)

  1. Nazwałabym to poczucie humoru…. jakby to delikatnie wytłumaczyć… nietypowym (no, żeby nie walnąć prosto z mostu, że to czarny humor) – zwiedzanie z Matką szpitala po nocach! Ale wszystko to nic, najważniejsze że Zara czuje się lepiej, myślę o Niej prawie cały czas, bo ciężko mi sobie wyobrazić Ją w szpitalu – a jeszcze samą przez jakiś czas.

    1. Nic się nie martw, w szpitalu była równie urocza co poza nim.
      I równie żywa ;)
      Mama naszej współlokatorki była w szoku, kiedy się dowiedziała, że CM ma wenflon założony na stopie, bo skakała, kulała się, klękała na tej nóżce i absolutnie jej w tym nie przeszkadzał.
      Ba, to ona przeszkadzała wenflonowi! :P

      1. Dzieci mają niespożyte siły, to oczywiste, na wiele rzeczy nie zwracają uwagi gdy można się pobawić.Tylko gorączka (wysoka) nokautuje, ale dorosłemu ciężko to zrozumieć i zaakceptować.Ze strachu o nieświadomego. Cieszę się że jest lepiej!

  2. Nie ma sprawy!! Polecam sie na przyszłość! Oczywiście nie życzę szpitala, ale ogólnie gdybyś czegoś potzrebowała, to mój numer już masz :) Śmiało! Chciałam nawet zaproponować, że w awaryjnych sytuacjach zajmę sie starszymi, ale tyle sie o nich naczytałam, że się boje :) Chociaż mam wrażenie, że dałabym radę. Mam w końcu doświadczenie z moimi L&L 24/7 :))

  3. Podziwiam Cię Marjanno. Potrafisz świetnie się zorganizować i nie zwariować ;) Potomstwo Starsze w awaryjnych sytuacjach też się sprawdza – szpital nie spłonął, nie został wysadzony w powietrze, Dziadkowie przeżyli… Ale oby nigdy więcej takich sytuacji. Trzymajcie się ciepło! Zdrówka

  4. Masz rację Marjanno z tą intuicją rodzica.Już nie raz wybawiła mnie z opresji…. :) dobrze jest też jak lekarz jej ufa…na szczęście mamy taką Panią Doktor :) Zdrówka :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadomienia o nowych komentarzach: