Przyniosła Córka z przedszkola zdjęcie Vivaldiego.
Pół godziny się w nie wpatrywała, wzdychała, myślała…
Aż w końcu podchodzi do Marjanny i pyta:
– Mamo, a ty znasz Vivaldiego? On ma Antonio na imię…
– No znam.
– O! A gdzie go widziałaś???
– Nie no, osobiście to nie znam, tylko słyszałam o nim.
– Hmmm, szkoda. Dlaczego nie osobiście?
– No bo on już nie żyje…
– COOO??? To takie smutne!
I się rozpłakała.
W przypływie nadziei zapytała, czy chociaż tata zdążył go poznać ;)
Mał Gosia via Facebook
on jest bezcenna ;)
Ania Omokwo via Facebook
padłam :-) musisz KONIECZNIE zapytac meza czy poznal osobiscie Antonia ;-)
Katarzyna Pundyk via Facebook
Na czesc Vivaldiego mulat powinien zostac Antoniem, a mulatka Antonina :)
Marjanna B. via Facebook
O imię dla Mulata niech się martwi Małżonek, mi wystarczy że muszę znosić codzienne kopy ;)
Bogusia Wójcik via Facebook
Ech szkoda…
Agnieszka Dmytrowska via Facebook
Cudne! znow mi dziecię przy piersi podskoczylo jak próbowałam opanować smiechodrgawki
Sylwia Pietrek via Facebook
Kup jej płytę z „Czterema porami roku”. Na fali zainteresowania powinna być przeszczęśliwa ;-)
lalala. :))
Marjanna sie nie boi tak decydować małżonkowi o wyborze imienia? Podziwiam, ja to bym sie w życiu bo śmiem przypuszczać, że owe imie by mi się nie spodobało. :P
Marjanna B.
Nieeee… Dlaczego?
Małżonek głupi nie jest, krzywdy dziecku nie zrobi :)
Umowa jest taka, że imię ma być uniwersalne w Polsce, w krajach anglojęzycznych i w Nigerii.
Na drugie może być cokolwiek – Córka tak ma, że się ludzie zastanawiają co to za cudo :D